przebaczanie

fence-426688_640
uczę się nie pamiętać
to trudna sztuka
wiecznie pamiętać
o zapominaniu

nie
nie mówię o przebaczaniu

zwykłe zapomnienie
wnosi dużo więcej
odbiera trochę obowiązków
przepraszanie i wybaczanie
stają się wtedy zupełnie nieistotne

dlatego preferuję zapominanie
owszem trwa dłużej
ale nie robi ze mnie
kłębka miłosierdzia

bo zapomnienie znika
zostawia puste miejsce
które mogę zapełnić czymś innym

przebaczenie wygodnie rozsiada
się w mojej duszy
siedzi i powtarza
wybaczyłeś
wybaczyłeś

a ja wolę usiąść
pusty
we własnym fotelu
z dala od wspomnień
mieć obok tylko stolik z kawą
poduszkę pod lędźwiami
pilot w ręku
a resztę gdzieś

lista

light-216392_640
przeglądałem wczoraj
listę rzeczy które mam
zrobić przed śmiercią

lista
jak na mnie
krótka

biało-czarna
trochę kawą ubrudzona
i z zagiętymi rogami

jest jak ogród
albo plan ogrodu
wiem co i gdzie ma być
ale tego tam nie ma
i z jednej strony
żyć bo muszę to w końcu tam umieścić?
a z drugiej
umrzeć bo tam tego jeszcze nie ma?

biegałem kiedyś po tym ogrodzie
z roku na rok
coraz łatwiej się zgubić
jest pełniej
chociaż niektóre drzewa
rosną krzywo
albo gniją w cieniu
tulipany

tak to jest robić tę listę
w moim wieku
trzeba nowe dostosować
do starego
a się to przecież nie zawsze udaje

nie mam pojęcia o robieniu list
ta wyszła jednak całkiem zgrabnie
była krótka
a udało mi się ją nawet skrócić nieco

przed śmiercią
żyć

ale jakoś tak

n

dzisiejsza noc
jest piękna

ma duszę na której
nie widać plam grzechu
oczy ma czarne
takie jakie lubię
śnię przy niej spokojnie
o mojej przyszłości

wolę dlatego noc
od każdej innej części doby
od piętnastu minut z tobą
od godziny samotnie
od dnia w pokoju pełnego
martwych ludzi

ale jakoś tak
dziwnie
a może nie
najprościej
tęsknię za tobą
jak się tęskni
za dzieciństwem
jak się tęskni
za innym sobą

gdzieś jestem inny
ale nie umiem siebie szukać
bo to bardzo ciemna noc
i lubię ją za to
bardzo

Bardzo, bardzo

Lady_from_Shanghai_trailer_hayworth1

widziałem dzisiaj w twoim płaszczu
obcą kobietę

chyba nawet włosy miała twoje
i oczy
ale nie jestem pewien
może to tylko tragiczne podobieństwo

dłonie schowała w rękawiczkach
twoich rękawiczkach
albo takich samych jak twoje
były czerwone
z dziurką na jednym palcu
ty masz takie same
i musisz sobie wreszcie kupić nowe

można na siłę jej usta
nazwać twoimi
(były przecież tak samo malutkie)
albo powiedzieć że jej policzki
były dokładnie jak twoje
(oprószone czerwonymi płatkami mrozu)

i tak się to składa w kogoś obcego
kto wyglądał jak ty

a może to byłaś ty
tylko cię nie poznałem?

Amantes amentes

kręcę się wokół środka
cokolwiek nazwiesz środkiem
boga ideę grzech
siebie zamkniętego w innym ciele

kręcę się wokół środka
i widzę tylko jego ciemną stronę
widzę wszystkie rany blizny bruzdy
ale nie mogę podejść by je wycałować
by egoistyczne usta zbliżyć do kielicha trucizny

i sam siebie sądzę
i karzę sam siebie
rozwieszam ramiona na drzewach
i wiszę
wiatr odważnie dotyka mojego ciała
niebo pęka
świat schnie
dom staje się ruiną

miną trzy dni
ale ja nie wrócę
będzie wieczór i poranek
ale mnie nie będzie
nie ma już u mnie świtów
ani powitań
jest tylko to co było
zamknięte w klatce z kości

15.12.2013

mam coś twojego
zostało mi w palcach
zalęgło się jak słońce
na konarach dębu

przewiesza się
smagane wiatrem
i oddechem
jak czarna żyła nocy
wyrwana z jej ciała

jak struna
skrzypiec zimnych
płaczliwy krzyk
kochanków

włókno kwiatów
świeżych
które co dopiero
wyrwane z czarnej ziemi
jeszcze drżą od śmierci

zimny tak
nieczuły
choć twój

w moich się
staje dłoniach
więzieniem
dla myśli i palców

wrzuca w czarne myśli
dwa brązowe księżyce
które lekko suną zwiewne
po bieli twej skóry

jeden włos twój
czyni mnie
bezwolnym
zamyka mi usta
czerwieni policzki
a oczy zawiera
w marzeniach o tobie.

Światła

domy ludzi są szare
niebo nawet nie chciało spojrzeć
czy jeszcze żyjemy
wiatr nie wiedział co z sobą zrobić
chodził od ściany do ściany
szybkim krokiem
chłodny

im dalej od serca miasta tym zimniej
tym brzydziej
niepochowane liście gniją
na oczach dzieci i staruszków
cmentarze klombów straszą zapomnieniem
a światła tramwajów jak znicze
widać z dala

im dalej byłem od serca
tym ciszej i chłodniej
nie chciałem słuchać miasta
ani umierających ludzi

atleta pełen sił i wiary

zdawało mi się że nigdy nie byłem tak silny:
bo udało mi się patrzeć w oczy
i nie upaść do jej stóp

ze mnie nikt

Raphael-Young_man-3

nikt mi nie powiedział
że będę umierał
schowano to przede mną

a ja głupi

teraz się dowiedziałem
teraz liczę każdy dzień
a pewnie i godziny zacznę liczyć

nikt mi nie mówił
o śmierci
ani o tym kiedy przyjdzie

próbuję ją przywołać
sama niech mi wszystko powie
uspokoi niepewność
przekreśli pytanie i mnie

nie boję się jej
bo nic o niej nie wiem
nie boję się jej
nikt nie mówił jaka jest
więc czego się bać?

tańczę teraz jak idiota
wlokę się przez ulice
zamykam oczy tylko po to
żeby je znów otworzyć
bawić się w śmierć

a wystarczyłoby
żeby ktoś powiedział mi
o życiu

bo nikt mi nie mówił
o życiu
nikt mi nie mówił
że będę żył
schowano to przede mną
głęboko
i obudziłem się nagle
żywy
i czuję się jakoś nieswojo

Nieświadomie

za późno

zbyt późno sobie zdaję sprawę
że śnię
że umieram
że kocham

wtedy uderza to we mnie
skrzy się niemiłosiernie
jak słońce
własnym blaskiem
nie rykoszetem mimowolnym

zbyt późno jest wtedy
kiedy śnić przestaję
gdy już jestem martwy
kiedy nie kocham jak kochałem wcześniej

wtedy dopiero
widzę
liczbę włosów na głowie
wartość wróbla
i siebie
wklepanego pomiędzy
wczoraj a dziś
bez miejsca na ruchy ramion
tylko wywracam oczy
i śnię
i umieram
i kocham
nieświadomie.

jestem Hiob

WIRECENTER
Hiob usiadł na kamieniu
nie mógł sobie przypomnieć
jak dokładnie wyglądała jego historia

Pamiętał trzaski
uderzenia bicza
rózg
wielkie dłonie nad sobą
które zdawały się go głaskać
delikatnie
ledwo muskając jego skórę
chropowatą jak kora dębu
ale zadawały ból niewyjaśnienie głęboki

wolał
w jakiś dziwny sposób
rózgi
i bicze
od tych rąk gładkich
i ciepłych

ich nie umiał zrozumieć

zadawanie bólu wierzbową witką
czy skórzanym paskiem
uważał za humanitarne metody dręczenia
więc miał je za nic
bolało bo tak musiało być
i wiedział to każdy

ale te dłonie
jakim cudem ranią
a raniły
nie dręcząc trędowatą skórę
ale duszę
czystą jakby niemowlęcą

przesuwał dłonią po bliznach
ale ich nie czuł
znikły

lecz gdy zamykał oczy
dusza zdawała się powlekać
skórą trędowatych
i wszystko wracało
ale bez powodów które mógłby rozumieć

Ariadna

Ariadna tańczyła głucha na świat

ja czuję każde drgnienie ziemi
przewiduję każdy ból
wyobrażam sobie każdy upadek

nie jesteś z tej gliny
wymieszana ze wschodu i zachodu
lecz jakoś spójna
i nawet nie kłujesz w oczy
pasuje kamyk do kamyka
i szkiełko do szkiełka
odwracam wzrok
ale światło odbite
biegnie całkiem nie w tę stronę
i nie bije po oczach
a muska piach pod moimi stopami
biorę to więc za obrazę

a ty
doskonała harmonia
pustego i pełnego
ślepego i wszechwidzącego
bóstwa nienawiści i tego drżącego
pod każdym grzmotem czarnego pioruna

to ja cię stworzyłem
ale nie jesteś moja
to ja powiedziałem ci że jesteś
a ty nie jesteś dla mnie
splotłaś tylko nić
tę labiryntową
i tę na wielki czarny żagiel

więc wyprowadziłaś mnie tylko po to
żeby zakpić sobie
żeby zdjąć moją rękę ze swojego ramienia
żebym na wpół żywy mógł patrzeć
ale już nigdy więcej nie mógł zamknąć oczu