świat, ogień

Bez tytułu

świat się zamyka na wszystkie strony świata
odgradza się lichtarzem płonących miasteczek
a wiatr żar ten roznosi przez stepy bezludzia
na mokre od łez rzęsy sosen, świerków

przekrzywiam dłoń na ogniem, który kopci krwiście
wycieram ją o obraz, który zbladł od strachu
tak kraje, których obraz malowałem światłem
giną w czasie, ciszy, popiołach i strychach

któryś jest, jeśliś jest – daj mi poznać jeszcze
te czasy, w których ludzie zapomną zupełnie
o dniach, kiedy drzazgi drzwi buchały grozą
jak oczodoły czaszek w trzewiach pól i bagien

i nawet gdy wypuszczasz wolna wniebowłosy
i zasłaniasz słońce, co jak bomba syczy
ja nie wzdrygam się w strachu i nie milknę w bólu
bo od dawna nie wierzę w obietnice śmierci<a