trzy

bur

w nocy
gdy idę
jak poderżnięte gardło
wschód mi spływa krwawo

niedawno jeszcze
(pamiętam po części)
stawałeś przede mną
tak, że ledwo mogłem
dostrzec, co kryje się za twoim cieniem

ty mi się z ramion wyplotłeś
ty mi się z wczoraj wyrwałeś

te dołki w policzkach
jak oczodoły czaszek
te włosy tak kruche jak jesienna trawa
i kształty, które już zawsze
kojarzyć będę z nieodległą śmiercią

więc mam iść do przodu
gdziekolwiek
przed siebie jedynie
bo nawet na rozstajach czekają dwie drogi
ja nie chcę zapomnieć, że mam jeszcze trzecią
która kryta mrokiem, ginie za plecami