ponad

czaaaa

jest mnie dwóch
od śmierci i od życia
nie pamiętam nawet ilu mnie już nie ma
pochylony nad tobą
nad biała trumną duszy
z pozłacanym brzegiem
od promieni słońca

i widzę
jak ci oczy pękają
dwa pąki brązowych kwiatów
jak dwa źródła zatrute
dwa naczynia spękane
jak dłonie tak słabe że już wręcz uwiędłe

tak mi się bukszpan wśród palców przelewa
jak woda która ma mi zabrać winę
jak miecz z krwi otarty
odłamany z tarczy

to nie dzień na to
miałem dzisiaj śmiać się
miałem już marzenia
miałem mnie za boga

a dłoni ci już spleść nie mogę
jak dwa konary zdają się już łamać
od mojego oddechu
który rwie słup dymu
i gasi płonące nad planetą słońce