świt 29.08.2015

Bez tytułu

mam twoje oczy
w sobie
głęboko
pamiętam jeszcze jak błyszczy
świt widziany twoim wzrokiem

krzyk narodzin dnia
drży płaczem gwiazd
otwiera się przestrzeń
ginie obcość

jakbym miał w sobie
miliony snów
niespełnionych
które obudzone chorobą realności
wpijają się w każdą pewność
w każdy kamień

oddycham wodą
spod chmur
klnę
a nadzieja gnije
jak truchło przy drodze

rozbite a pełne
przeklęte dłonie mowy
cisza
tak ma być
powoli

skoro śmierć przychodzi
jak burza
czy szczęście nie może
a ja chciałbym
biel nieba zamknąć w słowach
albo w słowie
a siebie
w tobie

03.08.2015

Bez tytułu

wiesz jak mi się śnisz?
progi zmieszane w żebra schodów
i chmury kamieni jak puch goździków
pozbawionych głów
konających sucho
to wszystko się łączy
miesza jak powietrze
z sadzą błyszczącą w źrenicach oczu

tak mi się rozdrabniasz
i mnożysz i kleisz
do ścian do sufitów
do rąk i do oczu

jak cię wyrzucić?

kolejny krzyk albo prośba
nie
skoro ci daję wszystko
po co chcesz mieć więcej

nikt o tym nie wie
nawet ja sam
widzę tylko jak dzień mi się skraca
jak słońce przygasa i tonie
w rozlanej nad wzgórzami kurtynie ze stali

i nie znam bólu większego niż ten
kiedy niczego więcej poczuć nie mogę