nienawiść

January_Uprising_skirmish_of_zouaves

Nigdy nie spojrzę w oczy innej, bo
poznałem rozkosz spoglądania w twoje.
Dzisiaj, gdy znam już i dobro, i zło –
to jest rzecz jedyna, której wciąż się boję.

Gdy tkane grubo odpinam twe usta,
zaglądam w czeluść echa czystej prawdy;
co dziś błyszczy czarna całkowicie pusta,
a kiedyś na jej tafli umierały gwiazdy.

To miasto groźne niczym głodny lew
pochłania wiersze moje i koperty,
dręczy mnie ludzi niewolniczy śpiew,
palących pod stopami języków mych sterty.

Patrzyłem zawsze kiedy padał deszcz,
jak zapinałaś na ostatni guzik
twój płaszcz, o którym sama tylko wiesz:
że odpinany w piekło wrzuca ludzi.

Floriańską szedłem odurzony, gdy
naszła mnie miłość do ciebie – znienacka.
W oczy się wbiła jak tytoniu dym,
krążący wokół jak piosnka pijacka.

To miasto nie wie, jak mi twoje sny
szkodzą i ile za nie płacić muszę.
Co tam pieniądze, co tam płacz mój, gdy
przyszło mi oddać za nieszczęście duszę?

Dlatego czekam na piękny ów dzień,
gdy zgnijesz wreszcie pod chmurami brył.
A wracaj do mnie nawet jako cień;
znajdź mnie i nachodź – nie będę się krył.

Tak stworzę świat beztwój i zaklęty
padnę przed inną obiecując głośno,
że klęcząc tak przed nią pokorny jak święty
nazwę ją moją drugą w życiu wiosną!

Ty jesteś raną, której zgniły brzeg
obmywa wiecznie woda alkoholi.
Nie pytam zatem kiedy skończę bieg
ani czy skończyć mi go bóg pozwoli.

One thought on “nienawiść

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>