noc

Jest noc
jest alkohol
ale wszystkie gwiazdy życzeń
dawno pospadały
tworząc odległe
od siebie
słone jeziora

oddychasz powoli
oparami nocnej mgły
przewieszasz ramiona
przez konary jabłoni
owiniętej w chropowatą skórę

liczę otwarte okna
dobieram się do twoich dłoni
rozwieram je
całuję wnętrza czarne od nocy
a ty prostujesz wygięte palce

pamięć o tobie znajduję jeszcze
w twoich włosach
wklejonych w moją podłogę
w kolażu śladów słów
jak w albumie szczęśliwego
małżeństwa
jakbym patrzył w niebo
otwarte nocą na oścież
z błyszczącymi zębami oriona
wenus marsa

ale nie patrzę w niebo
bo spadły już wszystkie gwiazdy
które nazwaliśmy

wolę bezchmurne niebo

wolę bezchmurne niebo
od tego z chmurami
plackami spadające promienie słoneczne
i wodę w ciasnym cieniu

podkowy deszczu
są głośne prostackie

z takiego nieba nie spadnie
mi nic
tylko grom

a z deszczem może
mi spaść nadzieja
albo cisza

a ja nie chcę
i tego, i tego

wolę siebie
spokojnego
w oknie
w lustrze
w łóżku
i kuchni
nic poza tym

może jeszcze siebie
w sobie
cichego, by się nie obudzić

lepiej widać z wysoka
lepiej spaść z niska
ryzyko czy bezpieczeństwo?
oboje oczu otwartych?
ręce przed siebie?
a nóż śpiący w dziurawej kieszeni?

bez półpięter
bez marzeń
może jedynie z myślą
że nie ma mi kto pomóc