Wiatr, chmury, słońce.

na siłę ci wiatrem tlen włożę w zwiędłe płuca
rozbrzmi w pustkach twego serca moje
falą uderzę ciepła w twój chłód kolczasty
nasz kosmos skurczony wybuchnie w twych źrenicach.

czerwień twej sukni wyblakłą rozpalę
kwiaty w twych włosach ożywię pośmiertnie
i ciebie wodą mlecznych chmur świtu
w żyły żar włożę – niech świecą starym blaskiem

spóźniają się lampy gwiazd i walą drzew rusztowania
ostatnie bezchłodne chmury odchodzą
zbierają łzy w worach pod okiem słońca
w dniu kiedy umrzesz. a ja myślę:
że jestem ja więc jak ciebie być nie może