Zdycham

zdycham pobieżnie, gubiąc kolejność

umierania narządów i tracenia zmysłów.

duszę się smakiem nagłego oddechu

życiem startego mojego umysłu.

 

rzygam winą, którą mam w sobie:

wobec obyczajów, etyki i prawa.

klnę w twarz moją: gówniarz przeklęty

znów tu przychodzi i znowu się stawia.

 

 

ja jestem jakby wzór umierania

bez krzty nadziei na zmianę losu

tak pogodzony, że aż dech zapiera

brak zza drzwi śmierci wszechmocnego głosu