Niosę coś od zawsze.

Tam iść chcę, gdzie kończy się wiedza.

Gdzie nie ma myśli wątpiących w nadsiłę.

Lecz pewien ból jak blask mnie poprzedza -

że niosę z sobą to miejsce z którego przybyłem.

 

I każdy wychodząc wziął mały kawałek:

cegłę, tynk, murki, drzewa pełne liści.

I gdy wrócą wszyscy zbudujemy całe:

to miejsce, na nowo, z któregośmy przyszli.

 

Nie próbowałem myśleć, czy może

warto się starać nie śnić o lepszym świecie.

Bo my tu w końcu jak złotawe zboże,

targane przez chwil spokój i zamiecie.