Świt

Rozwija już płótno świtania jaskółka,
zza gór się wychyla różnobarwny płomień.
I gwiazd już zaschniętych złoto-srebrne kwiecie
wpada mi w dłonie.

Owinął się wokół mych palców nitkami
zbłąkany promień wydarty jak drzazga.
I w słońca promieniach topi się błoto –
ziemi miazga.

A ja nieobecny czytam o Tobie
z Twych listów i oczu, które pamiętam.
Gdy je wznosiłaś marzące do góry
jak figura święta.