Sen czy jawa

Błądzi mój wzrok, serce bije wolno – w takt Twego głosu
dogasa myśl ostatnia, w której nie ma Ciebie
pląta się ma dusza wśród lasu Twych włosów
jak promień się pląta pośród chmur na niebie

Jeśli snem jesteś – niech mnie nikt nie budzi
niech trwa ten sen, póki Ty w nim płonies
nie ma takiej zimy, co ten żar ostudzi
póki w moich dłoniach kryjesz swoje dłonie.

Jeśli jawą jesteś – nie chcę śnić już wcale
skoro już ujrzałem mój sen wypełniony -
przy ogniu Twych ust sam siebie rozpalę
i wzlecę wraz z Tobą znad rzek zadymionych

Umrę, jeśli zechcesz, padnę u Twych kolan,
a jeśli oczy Twe ujrzę, tylko gdy blask słońca
usunie się cicho znad błękitnych polan -
niech noc nie ma końca!

Czerń

W czerń oczu Twych wpadam, wpadam jak w noc czarną
jak w staw nocą chmurną – skryty aksamitem
gdzie mgły jak zwierzęta do wody się garną,
zmęczone tak długo zwlekającym świtem.

Gdzieś kapnie kropla mała z blasku gwiazd na niebie
i w jeziorze się rozpłynie… tak cicho, niewinnie
w kwiatach młodą rosę wiatr wolno kolebie
a Ty bądź tym jeziorem i zostań, bądź przy mnie

Las rwie chmur zatoki i wąskim korytem
w sen miły się wkrada srebrny miecz księżyca
teraz wody jeziora tym srebrem pokryte
zapomną czym ciemność i czym tajemnica

Jak się w wodzie rozpływają gwiazd nikłe promienie
tak w Tobie się rozpłynę – miękka jeszcze glina
jeśli noc kiedyś czarną w jasny dzień zamienię
chcę by w oczach Twych spoczęła ta nocna godzina

Wody Twoich dłoni otoczą mnie wschodem
Twych oczu czerń przypomni, że miłość wciąż płonie
Chcę zostać, Kochana, Ty mnie chroń przed chłodem
tak miłe i tak moje są dziś Twoje dłonie…

jeśli

 jeśli Ci zimno,

chciałbym

żarem serca dłonie Twoje sparzyć.

Jeśli Ci gorąco

chłodem mych dłoni które bez rękawiczek na mrozie wiszą

zastygłbym na palcach twych jak sople. 

Jeśli łza płynie to włosów chustkę przyłożę do Twej bladej twarzy..

A jeśli chcesz płakać, to we łzach Twoich zmoknę.

czcza paplanina

czcza paplanina

jak gęsi koncerty w przyczajonej zimie

pawi płaszcz rozłożony na błękicie nieba

okrzyk rozpaczy po kolejnym grzechu

huk wody nieuchronnie kaleczącej skały

tak czcza jak w żołądku chór fruwa motyli

półmisek powietrza z kropelkami octu

tak czcza lecz ujmuje jak dziecka słówka

głupiutkie, skierowane do kochanej mamy