Lubię, gdy

Lubię, gdy w mych ramionach toniesz

jak słońce zachodzące, gasnące w wód dali.

gdy jak niebo z ziemią tkną się nasze dłonie

wypuszczą miłości drzazgę, co ciemność rozpali

Lubię, gdy zanikasz powoli w ogromie

mej miłości, jak łódka na sztormowej fali

jak okruszek chleba w królewskiej koronie

jak w ciele wroga kostucha ze stali

niech Cię me ramię tą wodą dziś lekko otoczy…

niech statek Twych dłoni w niej dziś zakotwiczy

patrz, gdzie świecą miła portu światła – oczy

kiedyś chleba będą pragnąć, złoto będzie niczym…

chleb jest pracą dłoni, złoto z ran walk broczy

a śmierć jak piorun straszy, później o sens krzyczy!

kredyt

Ziemia dała mi kredyt z ciężkiego błota

przeplatanego liśćmi figowymi

z rodzinnym uwielbieniem jabłek

i pustką w pamięci i sercu

Dała mi to ciało… Lecz to tylko kredyt

i kiedyś będę musiał oddać, com pożyczył

lecz w odsetkach doliczy me serce i miłość

i wszystkie wspomnienia…

Ranek 14.03.2011

Ranek znów się przeciąga siwymi wzgórzami.

Jak ptak leci pieśń, jak światło karanie…

wywija się w konwulsjach ostatniego cienia

noc pijąca jeszcze z proroctw o nie przyjściu 

poranka.

Ranek znów się przeciąga pod mgielną pierzyną

Zastyga w locie pieśń i spada karanie

wyrwane skrzydła modlitw jeszcze same lecą

gnane kakofonią prawd i kakofonią

chęci…