Ty też pamiętaj P.

Będę się bał całe życie. W końcu sam sobie nie spojrzę w  oczy

i nie powiem, że to, co miałem, zrobiłem bez grymasu

Ktoś łapie pierwszy oddech, ktoś ostatnim jeszcze broczy

świadom, że nic nie zrobił, choć miał tyle miejsc i czasu

może w tę noc bezbronną na skraj wyjdę życia mego lasu

i zobaczę: poza mną się życie jeszcze większe toczy

wyjdę z naiwnej ciszy w krainę hałasu

który mnie jak woda i jak wiatr otoczy

Może to, co wiem jest błędem i śmieje się ze mnie niebo?

Może wina ciągle jest po mojej stronie, co do jutra zrobię?

może o czymś zapominam co większą niż tlen jest potrzebą?

zapomnę kiedyś błędy, zapomnę też o sobie

aniołów pazury mą duszę rozgrzebią

zapomnę o wszystkim, lecz nigdy o Tobie…

Ranek

w dwie rzeki… upadły nasze serca, gdy mą dłoń puściłaś

i w jedno morze się kiedyś zespolimy! Będę tylko wokół Ciebie kroplą

którą Ty odnajdziesz wśród nas miliona, 

Jak zwierz będziesz na mnie wyczulona

nie ma tłumu, którego nie da się minąć

nie ma ciszy, której nie można złamać, nawet dla miłości

Jesteś moją nadzieją i umrzesz ostatnia! A ja zaraz po Tobie

a ja zaraz bez Ciebie,

bo umiera się tylko po to, by życie było dla nas niczym

origami

w drodze poskładać origami

szamotany wiatrem, lawiną niesiony

wciąż mieć nadzieję na wiosnę i Boga

nie być tym samym, czym było się wczoraj

kłamać, że jeszcze im wszystkim pokażę

w rękach mieć już spakowane teczki

łóżko zaścielone jak w sobotni ranek

w oczach mieć łzy i kłamać bez przerwy

że znów nam w oko wpadło westchnienie

oddalić uczucia, które nas trzymają

zwolnić uzdę strachu i światła

i w dal jak łysa chmura pędzić

i wszystko mieć już tylko za sobą

nic nie zostawić i za tym nie tęsknić

mieć tylko w głowie jasny plan na życie

by je zakończyć skokiem w dół przepaści

wzbić się mogę skrzydłami z papieru

wpadłem w noc czarną jak kubek kawy z rana

liczyłem na cele wielkie, stało się jak zwykle

powtarzam to samo, wciąż te same cykle

zbieram się jak kura wodą zimną zlana

z tych marzeń znów nic  nie zostało, znów te trasy

do kuchni, do łóżka – a droga do nieba o jeden schód wyżej

a niebo jest mi nawet niż Ty dzisiaj bliżej

wzbić się mogę skrzydłami z papieru ponad góry, lasy

jeśli mnie ściana ogranicza, co zrobię ze światem?

jeśli z bólem sobie nie radzę, to co zrobię z miłością

jak walczyć z nieznanym, gdym jest krwią i kością

a siostrą moją błoto, wiatr jest moim bratem?

chcę się stać przyszłości światłem i marzeniem.

mówisz, że słońce mam ponad głową

że szukam tam, gdzie nie istnieje

twór temu podobny, cóż się ze mną dzieje

że nie ufam ludzkim, aż do bólu, słowom?

Może, co nad nami, jest tylko połową

może częściowo tylko płonie, wiatr częściowo wieje

lecz gdyby wiatr wzmógł, teraz drzewem chwieje

zniszczy nas na pewno, jak nóż walczy z osnową

Dalej idę niż to, co przez nas jest poznane

nowe chcę widzieć kraje, nowym oddychać tlenem

uleczyć solą świeżą jeszcze ranę

chcę być Nowej Mocy przy sukni trenem

nim się ze starym i małym rozstanę

chcę się stać przyszłości światłem i marzeniem.

zamiast łez chmura za chmurą

Twoje oczy przekrwione są dla mnie wschodem,

noc się kuli z zimna i  z wczesnego ranka

dalej płynie światło mgłą zasnutym brodem

słońce takie inne, idzie wolno jak branka…

pierzaste się otrzepują z rosą młode liście jeszcze

a ja czekam na deszcz ten, co stoi za górą

i spadną na pewno życiodajne deszcze

i popłynie zamiast łez chmura za chmurą