noc pół mnie zabiła.

znów się coś kroi, zachód taki czerwony

roztacza twoja istota feromony chęci

przegrania z Tobą w grę z moimi zasadami

chmur dozorcy szarpani dymem i klonami

znów deszcz spadł, ziemia się wolniej kręci

igła została w ramieniu, w polu wbite brony

Nim zobaczyłem noc, ona mnie uśpiła

nim przetoczył się po mnie dzień, ja już wstać musiałem

tylko krew ze źródła, tylko deszcz łka w rzekę

a ja stoję znów tylko u podnóży, bezwładny rozum wlekę

doszedłem, gdzie mogłem, dostałem, co chciałem

połowiczność, półfinał, noc pół mnie zabiła.

czy zostanę w ciele?

znów ciepło herbaty moje ręce tuli

wszechświat się upił i toczy w nieznane

znów w skale mojego zaparcia inni bramę wykuli

i miałem mało, lecz i to mi zabrane

znów czerwień pościeli na sen wieczny mnie wabi

księżyc wciąż za mną idzie, a ja chcę być sam

kot wchodzi na dach wrzaskiem gwiazdy grabi

wylewa się ma miłość znad idei tam.

znów się sen zamienia w nową myśl o Tobie

choć Cię dziś poznałem, to już wiem zbyt wiele

a jak noc się skończy? co ja wtedy zrobię

polecę z mgłami w iglice, czy zostanę w ciele?

Znalazłem Ją, lecz nie takiej szukałem

chciałbym wrócić w te strony, gdzie myślą i dłonią

mogłem sam siebie żywić, sam siebie wybawiać

i gdzie nie było Ciebie, miłości obecna w miejscach wszystkich 

i w każdym mym czynie

To dopiero jest ból, gdy przegrywam z miłością

to dopiero wstyd, robić wszystko dla niej

chciałbyś może miłość, lecz tylko szczęśliwą

a może chciałbyś tylko otępienia ciała

to słońce, co dach przenika; to deszcz, co płaszcz przemoczy

to Ona, a z Nią walczyć nie próbuję

może i tchórz jestem, lecz pamiętam ciągle

te lasy, rzeki, głazy i krew na toporze.

Wtulony

Wtulony w Ciebie. A niech się świat pali!

niech pęka mur przez nas budowany

ziemia w ogień wpadnie, my będziemy stali

ocaleję! Pókim jest kochany…

Ręce mogą tworzyć znów nieznane drogi

takie, co nam są znane, lecz zniszczą innego

blask tuż koło mnie, a to blask pożogi

kochać to kochać i nie wiedzieć dlaczego…

Wszystko

Miłość na wszystko zasługuje, człowiek na niewiele

za samą miłość winnaś oddać pół tej ziemi.

Przecież Ona to nie sen, przecież deszczem nie jest

złapać możesz Ją za dłoń, w słońcu przy Niej siedzieć

gdy pragnie ciszy, nie pytaj ,co się dzieje

wtedy pragnie tylko ciszy i Twego oddechu

Mógłbym Jej powiedzieć, że jednak Ją kocham

lecz, co jeśli tylko mi się to wydaje

lecz co jeśli powie, że to jest śmiertelne

i odwróci się na pięcie zamykając oczy

Miłość na wszystko zasługuje, człowiek na niewiele

za samą miłość winnaś oddać pół tej ziemi.

Najgorsze

Najgorsze są słowa, których już nie powiem

tych słów, które kiedyś sens mieć nawet mogły

póki co wstaję bezmyślnie, głupio spać idę

i o bezchmurne wschody ciągle wznoszę modły

Strach przed zrobieniem pierwszego kroku

by później iść szybko, toczyć się z góry

niczym wtedy będą dla mnie rzeki, lasy

codziennością nowe słońca, niczym nowe chmury

na odwagę jest za późno dopiero po śmierci

kiedy diabeł wyturla się spod łóżka

nic nie zrobisz, wiedząc, że możesz nic nie robić

i niegodna Twoich stóp taka wąska dróżka 

Kroki w nieznane

W głowie mam zamęt i pustą przestrzeń

nie mogę pojąć, gdzie tak nocą chodzisz

czy można mówić tak bez powietrza

że jesteś droga mi jak powietrze?

Czy mogę tulić Twój cień w tunelu

dotknąć Twych włosów na tym małym zdjęciu

poczuć, że robie, coś czego przecież

próbowało tak niewielu

Nazwać Cię mogę mym tlenem i sercem,

bo gdy odejdziesz, ja smutny skonam

nie będę krzyczał, bo kto mnie usłyszy

gdy nikt nie wierzy w łańcuchy miłości

mogłaś mieć imię najkrótsze z możliwych

bym mógł często Cię głosem wzywać

gdy chwila niesie zatrute marzenia

a mur rozbity na nowo się składa

gdy czuję pustę krok na przepaścią

gdy wolne wiry mnie kuszą i zwodzą

chciałbym odpocząć na dnie tej przepaści

i mieć dokoła tylko powietrze

powietrzem mi bądź o każdej porze

gdy jeszcze mgła Ci oczy zaciemnia

gdy tęcza jasna sprawia, że widzisz

w tym pustym świecie spełnione marzenia…

Bitwy

Utopiony w słońcu. Pijany rześkim wschodem

może mi ręka nieba pomoże lekko wstać

zgolić winno niebo tych świerków brodę

bo już chmur grzywkę z oczu słońca zbiera

skowronki jeszcze milczą, choć wypada grać

ponuro niesie rzeka spopielałą kłodę

Jeszcze róż się lekko w młody błękit wdziera

tu jeszcze wszystko takie piękne, jeszcze takie młode

tam trwa zawsze nieustanna bitwa

o promienie słońca, o wody kryształy

tutaj noże traw, tam znów liści brzytwa

co umiera marzy by zwłoki jeszcze plon wydały

w górę i na boki bezwzględna gonitwa

lepiej, gdyby ludzkie wojny tak wyglądały.

Świat II

Ta miłość życia zaczyna się już dziś

mimo, że poznam Ciebie może za lat kilka

chcę tylko byś wiedziała, że zawsze czekałem

i kochałem Cię wcześniej, niż proch nabrał tchnienia.

I czekam nad progiem, a może to schody?

a może to tylko podwinięty dywan

czy jestem blisko, czy jestem daleko

nieważne, gdy wiem, że idę do Ciebie

Świat

Wypłyń na morza oczu Twoich, Miła!

Na morze, które ja ogarnę dłonią

Ty będziesz dla mnie mosty paliła,

mosty te będą miłością, ogień Twoją skronią.

Wejdź w ten las zielony, co zapachem kwitnie!

W las, który dla mnie będzie łąką kwiatów

I niech Twoja miłość dziś te lasy wytnie,

bo las jest naszą jednością, taką spoza światów.

Wzleć, Miła, nad morze i wznieś się nad lasy!

Tam miłość nasza będzie wolna, będzie czysta

wzleć ponad tu i teraz, ponad światy, czasy

i niec ożyje miłość, znowu będzie krwista.

Niech chmur szpaler będzie naszym murem!

Niech wiatr tylko mieczem nas pilnuje.

Wiatr nas w dal poniesie, posiądziemy chmurę, 

bo co niemożliwego, kiedy się miłuje?