wiem dużo, choć zostało jeszcze duże „ale”.

a on nic nie zostawił, prócz w pokoju błota

mógł iść spokojnie, do domu kroków parę

czy droga była tunelem, czy droga była złota

nie dowiem się narazie, niewiedz za karę

mam pomysły tylko, te pomysły stare

czy on leży pod liśćmi, czy najdzie mnie ochota

tych liści ciężar, te wieńce już szare

zdjąć mu z głowy, otrzeć mundur z błota

a on leży, nawet nie wie, że to mnie obchodzi

ciało tylko, no, proch; dusza zaś już wcale

jeśli nogi tu zostawił, czym w mleku brodzi?

czym miód pije, myślę sobie stale

jak dotknąć może tych kwiatów powodzi

wiem dużo, choć zostało jeszcze duże „ale”.

Wieczór

i ten wieczór tak bezwstydnie znów 

śladami czerwonymi schodzi z niebios

i jak zwykle zbyt wcześnie to robi

cóż mam w dłoniach gdy go złapię

za płaszcz jego, za aksamit

co na końcach ma prorocze hafty białe

jak mgły, jak mgły ranne

tym nie mogę się owinąć ani w żalu,

ani w bólu

mogę tylko mieć nadzieję, że to pierwszy

ledwo wieczór

Modlitwa winy

nie z winy stworzenia, ani winy Boga

chmur nadlatują lodowate wody

cierniem się kryje dotąd prosta droga

i szukają Stróże ludzkiej tylko szkody

gdzie szkło pęka, tam pęka i życie

odłamkami inne tafle do śmierci wiedzie

pomóżcie mi Niebiańscy, wy to potraficie

niechże mnie który przez życie powiedzie

niebo jest zamknięte, lecz dla tych, co wolą

w sobie dać oparcie dla grzesznego boga

sól chcą doprawić swoją ludzką solą

i szczęściem dla nich jest przed niczym trwoga…

to czas jest i miejsce

to czas jest i miejsce na przyziemność w końcu

bo jak można tak żyć, że się wręcz nie żyje

karmić aniołów mlekiem, chmury za nis wodzić

powietrze mieć za nic, jak i świat mnie ma za nic

tulić do siebie słońce i ogrzać je trochę

i mówić, że się to robi dla jednej tylko duszy

martwić się o nieswoje, płakać za sukienką

którą potargała ona, którą kłótnia spruła.

nie widzimy

Malujemy trawę na kolor bardziej zielony

słońce widzimy przez zaciemnione szyby

dla nas gram szczęścia to wciąż smutku tony

i rosną kolejne niesnaski jak po deszczu grzyby

Miłości się wypieramy w imię ludzkiej wolności

za żywe uważamy, co ma cztery kończyny

przez to myśmy tak trudni, że tak dziwnie prości

i  nie widzimy zadnej prócz brata swego winy

Wieczór

„Czy ciepło Twoich dłoni może tu pozostać?”

Pytała klejąc wzrokiem me oczy do swoich

jakże temu spojrzeniu mógłbym, Droga, sprostać

a ciepło nie zależy ode mnie, czy od dłoni moich

„Czy może słodycz Twych ust ciągle mnie uwodzić?”

Czymże moich ust słodycz, przy Tobie, najdroższa!?

i jakże nasze pocałunki od siebie odgrodzić?

gdy warg para jedna bez drugiej byłąby uboższa!

„A czy możesz być ze mną, bez względu na lata?”

I pytasz o rzeczy dla mego serca proste

będę z Tobą, Miła, aż do końca świata

a po tym końcu przy Tobie jak bluszcz leśny wyrosnę!

i idą razem, jedną drogą

Jakże to piękne: dwoje ludzi, 

co się kochają przez życie za nic

ranek ich zawsze razem budzi

żyją w jedności, aż do granic

sami nazwami kryją dzionki

sami swój czas wolno liczą

czasem im śpiewają skowronki

w ciszy zamknięci i nie krzyczą

nie chcą powrotu, czy oddania

chcą tego, co mieć teraz mogą

razem już byli, od zarania

i idą razem, jedną drogą

Znów

  MIŁOŚĆ

(błekitem przecinam zieleń Twoich oczu.

stalagmity miejskiej szarości

wyjedźmy raz kolejny za horyzont

w przestworza, gdzie nikt nas nie trzyma 

za nogawki, ulecieć tam możemy

ulecieć jak wtedy, gdy przyszłaś

do mnie, ja chcę raz kolejny

wstąpić w rzekę tą samą…

nie mogę

lecz uważaj – choć inna rzeka

ma tą samą nazwę).

dobra myśl jest wciąż przy mnie, lecz jak jeszcze długo?

Radośnie pylą gwiazdy i księżyc siwieje

gaśnie gdzieś w oddali pażdziernika słońce

jeszcze minut parę, a chłodny wiatr zawieje

i zniknie na miesięcy parę pragnienie gorące

ale im dalej od początków tym bliższe są końce

w końcu i z wiosny ma twarz się zaśmieje

więc na darmo wyciągam me ręce proszące

bo wiosna przyjdzie, cokowiek się dzieje

dobra myśl jest wciąż przy mnie, lecz jak jeszcze długo?

jak długo mam czekać na to, co przyjść musi

a już mi niepokoje po twarzy płyną strugą

i serce się w uścisku sztucznym ciągle dusi

gdzieś krew wypływa swą czerwoną smugą

może ona ziemię do kochania zmusi?

A Ona ma znów swój świat

nie znaleźć tego, po co szło się lata

jest szczęściem tylko, tych, co nie żyją

wolność to poznanie czym jest ciężka krata

a życia nie poznamy, póki nie zabiją

chwile są krókie, tak szybko się wiją

lecz w śmierci chwila jak wieki bogata

poznamy wszystko, gdy miłość odkryją

a brat pokocha w końcu obok siebie brata

a ja bez Ciebie zostanę, radosny, że ginę

bo lepiej nie mieć nic, niż tylko połowę

lecz samotny na kogo wtedy zrzucę winę

po popiół jak wszyscy kłamliwie schylam głowę

wiedząc, że mego życia w szczęście nie owinę

i człowiek mnie nie pocieszy żadnym dobrym słowem

 

                                                            Ją dawniej miałem przynajmniej w moich snach

                                                            nie dalej niż na końcy poznanego świata

                                                            a bez Niej taki dziwny ogarnia mnie strach

                                                            i wiem jaka jest wielka tej miłości strata!

serce moje, co tylko sobie bije

znów uniosłem powiekę tę samą

tak samo sceptyczną wobec tej przygody

jak była zawsze, codzień, co rano

nie ważne czy lato, czy zimowe chłody

tak niezależna jest już od pogody

godzi się z tym, co jej dzisiaj dano

wie, że na darmo ktoś czeka nagrody

bo to obowiązek, by tu wytrzymano

więc sens ucieka i znów pojmuję

że gdym bez Ciebie, wszystko dalej żyje

i wszystko dostrzegam i wszystko wciąż czuję

w myślach mi miłość się dalej wije

choć czekam, kiedy sobie żyły wypruje

serce moje, co tylko sobie bije