Miłości

sierpniowym niebem kaleczonym smugami

przyjdź do mnie cicho jak chmury na niebie

mógłbym Cię tylko wołać słowami

ale całym sobą chcę dziś wołać Ciebie

nim nocy czas, co nam dzień pogrzebie

złapie nas jak dłoń, palców swoich kłami

zapomnę w końcu nas, lecz bardziej niż siebie

zapominam łzy i gorycze, gdy jesteśmy sami

I spraw mi, bym umiał się cieszyś z nocy

i wiedział, że ona też kiedyś minie

że ona po to nas usypia w swojej mocy

bym rano mógł Cię kochać- jak lato po zimie

bym Cię pamiętał, jak pierwszy kamień w procy

i bym wśród innych Tobie nadał imię…

Katakumby rozumu

Winą mnie obarczasz jak pierwszego z brzegu

i krążysz wciąż koło mnie, nie dając mi zasnąć

pilnujesz, bym nigdy nie stał się bratem

dla chorób podłych – zakłamania w sobie

nie chcę nie widzieć moich wad- naprawdę

chcę być zawsze sobą – mówić, to, co czuję

a innych zdanie i szeptane kpiny

powinny być ze mną zawsze i  wszędzie

bym nigdy nie zapomniał, że obok przyjaciół

są też osoby w mniemaniu swoim prawdziwe

które, by być samymi dla siebie

eliminują osoby zbyt ludzkie

Mój zmysł

trąc po asfalcie podeszwą tych nowych butów

które nazwałem dyplomatycznie ładnymi

skracasz drogę uprzednich intencji

i skracasz czas połączenia

ja czuję więcej Ciebie

niż sobie to możesz wyobrazić

jeśli miłość to dla Ciebie tylko ustawianie

się przed krzyżem i robienie zdjęć na wieczną pamiątkę

Sen z nocy 28/29.08.2010

Trzy pokoje, dość przestronne, podzielone progami

pierwszy jasny- jak na górze, drugi czarny- jak pod górą

trzeci jasny jak w obłoku

i na progu drugiego stoi postać lekko zgięta

Dom maleńki jest w pokoju, ktory właśnie Pan opuszcza

jasny bardzo- fundamenty, ściany- wszystko mocne

dach ma z ognia, lecz niestety- brak fasady, gołe cegły

Pokój drugi- rozrzucone po pokoju leżą tam bezwładne klocki

jakby drżały niecierpliwie, by je wreszcie Ktoś ułożył,

jeden w ręku postaci widzę, jak się tuli w jego palce

a On krwią jako zaprawą tchnieniem zbiera w mury klocki

i buduje jakby obraz swego nowiu, swojej czerni

Trzeci pokój całkiem pusty, prócz wody, co z podłogi bije

i obmywa próg z wdzięczności, chcąc się przelać do ciemności 

i oświetlić ratowanych… 

Taki sen mnie nocą spotkał- sens Jego dla mnie nieznany

lecz poruszę wszelkie drogi, by był w końcu nam nazwany!

I stąd Jej śmierć

jak sosna w lesie, tak rośnie moja miłość

najpierw pnie się w górę, chcąć Boską się stać

a później na wietrze gnąc się i łamiąc 

konary powoli

rozrasta na boki, na grubość, na przestrzał

i kwitnie zielonymi igły, i kwitnie jak nie można 

dzisiaj, i korzeniami zahacza o piekielne bramy

i stąd Jej śmierć…

Krótko III

Ciężko być lepszym niż obraz swój sprzed miesiąca

jak ciężko świecić jaśniej od gwiazd i od Słońca

Ideałem się staje coraz cięższa droga

i zostawić Wszystko dla Jednego Boga

Krótko

Nic, mówisz, dwa razy się nie zdarza i się już nie zdarzy

owszem, lecz prócz Jego Ofiary milionów ołtarzy

prócz Jego Miłości, co toczy nam zbawienie

oh, jakże pragnie, by wsiąkła już w ziemię!

Agape- Przemyślenia po PPT

życiem jak film na rolkach dwóch 

nazywam to, co jest nieznane

bo jakże stworzyć pragnął Bóg

kogoś kogo z miłości nie będzie mógł kochać?

bo jeśli nie chcesz, to Bóg z miłości

miłości nie daje Ci na siłę

i płacze, uwierz, mocniej ciągle

przy każdym dniu Jego wieczności

a dla mnie Bóg jest lampą, 

bo życie moje w ramkach klatek

przed Nim przemyka w ciszy kina

które nazwano kiedyś światem

i cieszę się niezmiernie, ciągle

że jest Ktoś taki, Ktoś Prawdziwy

oh, jakże dzięki Tobie winnym

za to, że klatki podświetlasz z tyłu

bym rzucał obraz swego życia 

bez cienia stał, bez wątpliwości

że prócz niezmiernej wody kosmosu

niezmiernie dałeś mi miłości

Przejście

Kwiatami obrosła grób, zostawiając po sobie

wiatry tchnienie, obdarła nagie skały z nagości

by pokazać ich zimno prawdziwe

noce skróciła, jak się tylko dało

kręcąc wskazówką żółtą na tarczy budzika

umierała wiedząc coś, czego inni nie wiedzieli

że mimo wszystko Ona cierpiała

Tuliła ciepłe prądy, co Ją w górę brały

żegnała morze, lecz tylko na chwilę

bo chmurom, które morzem są niebieskich lasów

naparstek dała soli- tak ziemskiej i ludzkiej

Lśnię

Wiśniowym topię Ciebie kolorem

krwi mojej balsamicznym naparem

i pragnę wciąż więcej starego nieba

bez satelit i GPS-ów

Gdzie latawiec wystrzelony mógł

bezpiecznie toczyć koła, kręgi

bez obawy, że go Patriot zestrzeli 

z nieba jak gołębia

Wszystko się zmienia, ja chcę po staremu

pleść wianki w trawie i wciąż kamienie

zbierać do worków lnianych i mówić

że kocham bez żądnych ogródek