Las

przebija się w lesie niebieskawe niebo

przez korony drzew zajętych szumieniem

a ja wciąż zwalczany odwieczną potrzebą

i na równi z nimi jestem natchnieniem

kopię każdy kamień, który tylko widzę

każdy konar drzewa swym dotykiem znaczę

i walczę, oddycham, szanuję i szydzę

uśmiecham się często, choć głównie to płaczę

bo wiem, że nic nie straciłem, choć tak chciałem

wiem, że dając Ci wiele dostałem to w me ręce

nigdy sobie chyba sprawy nie zdawałem

że chcę wyższego poziomu i więcej, i więcej

nocne marzenia

mógłby taki cyklon przyjść

gdy bedziemy w siebie wtuleni

mógłby zabrać wokół wszystko

a my w jego oku

w ciszy uważanej za błogosławieństwo

bylibyśmy razem, tylko my

czując, że nikt na nas nie patrzy 

prócz tej pary oczy naprzeciwko

oczu moich, oczu Twoich, oprócz tych ust

które nie chcą już łapać powietrza

bo wystarczą im usta inne

usta jak zwykłe usta

przekraczając Dunajec

znalazłem się w takiej sytuacji

raz pierwszy w moim niezauważalnym życiu

pierwszy raz nawet udawanie

nie miało sensu- mimo zdolności aktorskich

mimo zwodniczych spojrzeń

poznała mnie na wylot i nawet naturalne ruchy

bierze za ułudę

nawet rzeczywiste słowa, prawdziwe wyznania

zderzają się z wykrzyknikiem

gdy Ona mówi: „nie żartuj!”

przed nami niewiele więcej …

przed nami niewiele więcej niż mogliśmy mieć 

jeszcze pół ziemi temu

mogliśmy mieć tak niewiele- lecz mieć wolimy nic

prócz siebie dookoła

prócz Ciebie jak powietrza oplatającego mnie namiętnie

tlenem i niewiedzą

chciałbym nazwać to co do Ciebie czuję, byś choć Ty

cokolwiek wiedziała

a może lepiej nam teraz, gdy nie wiemy nic o świecie

prócz tego, że jesteśmy my

spojrzałem w…

Wypadłem z gniazda w strumienie rwące

strumień mnie zawiódł, gdzie nigdy żyć nie chciałem

brak sił, a kołdry kojące

zostały w domu, ja ich nie zabrałem…

i jak teraz wrócić? wszakże biegu wody nie zmienie

mogę tylko jeszcze niżej spłynąć

powrót do domu- tak- zgadłaś- to moje marzenie

w smutku pozostaje mi juz tylko zaginąć

w sobie

Ergo, ergo, ergo

biegnę ze strzałą w nodze

czując tylko potrzebę biegu

czując każdy kamień pod stopą

każdego zdeptanego ślimaka

żałując każdej przydeptanej trawy

czując jednocześnie usprawiedliwienie

że ktoś cierpieć musi, bym ja mógł być wolny

wolny w swoim umyśle, umysłu mego lesie

Prosto o życiu

nie umiesz zmienić mnie w naparstek

nie zmniejszysz moich gabarytów

bo i teraz duch ciaśni się w bólu 

w ciele zbyt ciasnym jak na me marzenia

ciało mnie ogranicza a chciałbym

tak cichutko w mojej duszy

odlecieć i nie wracać

odwiedzić tylko czasem babcię

i napełniać się ciągłym ciasteczek aromatem

Paranoje w moim oku

chmurami okryj mnie, gdy zimne noce będą dniami

gdy nic więcej koło mnie bedzie niż Twoje ręce

przytul otwarcie, gdy będziemy sami

i daj mi wszystko i więcej, i więcej

Niech jak nigdy szybko bije serce

sny będą tylko nad łóżkiem mym mgłami

i kłamię o miłości, a snów wiatry kręcę

w bicze i wysyłam Ci listy słowami

Nie chcę już śnić, okna zamknę szczelnie

by choc drobina pyłu nie osiadła na nosie

i będę spał spokojnie, będę spał bezczelnie

sny będę miał w Tobie, radość w Twoim głosie

będę wytrwały, trwać muszę chyba dzielnie

aż ugnie się pod miłością mego życia kłosie.

pomoc z chmur zrzucana

Brakło tak niewiele, żeby dostać nieba

troszeczkę dłuższe palce, lekko mocniejsze łydki

ale to już nie moja wina

to On mnie zostawił, w chwili

gdy potrzebowałem

skrzydeł jak orzeł, biegu bez zmęczenia,

albo po prostu Jego po mojej prawicy.

choć zdaję sobie sprawę, że popełniam błąd

kogoś oskarżyć muszę- sam siebie nie wypada

mogłem zrobić wszystko sam, mimo pewnej porażki

nie musiałbym zrzucać winy na innych

Nic więcej

Będziesz mi słońcem, gdy ciemność zapadnie

Będziesz mi ścieżką, gdy drogę pomylę

Czy będziesz osobą, która ból odgadnie

i nie mówiąc nic- powie słów mi tyle?

Będziesz mi niebem, gdy chmur ćmy i motyle

nadejdą ze wschodu i gdy deszcz z nich nam spadnie?

Czy będziesz krwią, każdą kroplą w mojej kruchej żyle

i czy linę mi rzucisz, kiedy będę na dnie?

Chciałbym być Tobie wszystkim, co Cię otacza

rzeczami codziennymi i nadludzkim tchnieniem

i tym nawet, co poza Twój umysł wykracza

Chciałbym tworzyc Twoje niebo, układać Twoją ziemię

i słońcem, co po niebie z trudem się przetacza

i kwiatem, i chmurą, krzykiem i westchnieniem.

czerwony świt

rozwieszacie gwiazdy między słupami wysokiego napięcia

chmury tworzycie, zmieniacie pogodę

potraficie sprawić, by słońce było tylko dobre

oglądacie zachody, wschody- prorokujecie

zdajecie sobie sprawę, porządkujecie

encyklopedie fauny i flory,

potraficie drzewo uciąć, by nowe zasadzić

potraficie ziemie niszczyć, by na nową się wynieść

i to nigdy nie wasza wina

tyle rzeczy potraficie, rzeczy niezwykłych, gazetowych

lecz miłości nie poskromicie waszymi radłami,

koparkami i mózgiem